13 lipca – wspomnienie świętych Andrzeja Świerada i Benedykta, pustelników

PIERWSZE CZYTANIE
Wj 2, 1-15a
Młodość Mojżesza

Czytanie z Księgi Wyjścia
Pewien człowiek z pokolenia Lewiego przyszedł, aby wziąć za żonę jedną z kobiet z tegoż pokolenia. Kobieta ta poczęła i urodziła syna, a widząc, że jest piękny, ukrywała go przez trzy miesiące. A nie mogąc ukrywać go dłużej, wzięła skrzynkę z papirusu, powlekła ją żywicą i smołą i włożywszy w nią dziecko, umieściła w sitowiu na brzegu rzeki. Siostra zaś jego stała z dala, aby widzieć, co się z nim stanie. A córka faraona zeszła ku rzece, aby się wykąpać, jej zaś służące przechadzały się nad brzegiem rzeki. Gdy spostrzegła skrzynkę pośród sitowia, posłała służącą, aby ją przyniosła. A otworzywszy ją, zobaczyła dziecko: był to płaczący chłopczyk. Ulitowała się nad nim, mówiąc: «Jest on spośród dzieci Hebrajczyków». Jego siostra rzekła wtedy do córki faraona: «Czy mam pójść zawołać ci karmicielkę spośród kobiet Hebrajczyków, która by wykarmiła ci to dziecko?» «Idź» – powiedziała jej córka faraona. Poszła wówczas dziewczyna i zawołała matkę dziecka. Córka faraona tak jej powiedziała: «Weź to dziecko i wykarm je dla mnie, a ja dam ci za to zapłatę». Wówczas kobieta zabrała dziecko i wykarmiła je. Gdy chłopiec podrósł, zaprowadziła go do córki faraona, i był dla niej jak syn. Dała mu imię Mojżesz, mówiąc: «Bo wydobyłam go z wody». W tym czasie, kiedy Mojżesz dorósł, poszedł odwiedzić swych rodaków i zobaczył, jak ciężko pracują. Ujrzał też Egipcjanina bijącego pewnego Hebrajczyka, jego rodaka. Rozejrzał się więc na wszystkie strony, a widząc, że nie ma nikogo, zabił Egipcjanina i ukrył go w piasku. Wyszedł znowu nazajutrz, a oto dwaj Hebrajczycy kłócili się z sobą. I rzekł do winowajcy: «Czemu bijesz swego rodaka?» A ten mu odpowiedział: «Któż cię ustanowił naszym przełożonym i rozjemcą? Czy chcesz mnie zabić, jak zabiłeś Egipcjanina?» Przeląkł się Mojżesz i pomyślał: «Z całą pewnością sprawa wyszła na jaw». Także faraon usłyszał o tym i usiłował zabić Mojżesza. Uciekł więc Mojżesz przed faraonem i udał się do kraju Madian.
Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY
Ps 69 (68), 3. 14. 30-31. 33-34 (R.: por. 33b)

Refren: Ożyje serce szukających Boga.

Ugrzązłem w błotnej topieli *
i nie mogę znaleźć oparcia,
trafiłem na wodną głębinę *
i nurt mnie porywa z sobą.

Refren.

Panie, modlę się do Ciebie, *
w czas łaski, o Boże.
Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci, *
w Twojej zbawczej wierności.

Refren.

Jestem nędzny i pełen cierpienia, *
niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
Pieśnią chcę chwalić imię Boga *
i wielbić Go z dziękczynieniem.

Refren.

Patrzcie i cieszcie się, ubodzy, *
niech ożyje serce szukających Boga.
Bo Pan wysłuchuje biednych *
i swoimi więźniami nie gardzi.

Refren.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Por. Ps 95 (94), 8a. 7d

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych,
lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA
Mt 11, 20-24
Jezus gromi oporne miasta

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których dokonało się najwięcej Jego cudów, że się nie nawróciły. «Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, przetrwałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie».
Oto słowo Pańskie.

ROZWAŻANIA DO CZYTAŃ

Jest napisane, że chociaż Jezus tyle wielkich znaków i cudów uczynił na oczach ludzi, nie uwierzyli w Niego i nie nawrócili się. Wielka jest tajemnica zatwardziałości ludzkiego serca. Chrystus mówi prawdę, a my Go nie słuchamy i nie wierzymy Mu. Pan rzekł, że nie pojmujemy Jego mowy i nie słuchamy Jego słowa, ponieważ wolimy kłamstwa diabła i postępowanie według diabelskich pożądliwości.
Marek Ristau

***
Komentarze do poszczególnych czytań przygotowane przez Bractwo Słowa Bożego

Komentarz do pierwszego czytania
W tej pięknej, nie pozbawionej dramatyzmu historii, możemy odnaleźć zarówno wątki historyczne, dotyczące całego Izraela, jak i część osobistych dziejów Mojżesza. Tutaj kształtuje się tożsamość Mojżesza, a poprzez niego – tożsamość narodu wybranego. Nie bez znaczenia jest fakt, że Mojżesz pochodził z pokolenia Lewiego. To Aaron, starszy brat Mojżesza, wraz ze swymi synami, będzie później pierwszym kapłanem w Izraelu, przy czym konsekracji dokona Mojżesz. Odtąd kapłaństwo w Izraelu będzie dziedziczne. A przecież dzieje Izraela, jako państwa teokratycznego, nierozłącznie związane są z Bogiem jedynym i Jego świątynią. Jesteśmy więc u początków państwowości Izraela, w samym centrum jego spraw. Bóg przygotował sobie grunt pod instytucję kapłaństwa.
Natomiast w osobistej historii Mojżesza zwróćmy uwagę na rolę kobiet. Trzy kobiety (matka Mojżesza, jego siostra i córka faraona) stają się znakiem Bożej Opatrzności. Dzięki przemyślności siostry mały Mojżesz wraca na kilka lat do domu rodzinnego. Prawdopodobnie to pozwoli mu pamiętać, kim jest. Gdy dorośnie, będzie odwiedzał swoich rodaków. Tu okazuje się, że nie ma w ludzkiej historii osób ani wydarzeń przypadkowych. Także na naszej drodze Bóg upodobał sobie stawiać dyskretne osoby, które nam towarzyszą. Czy dostrzegam te osoby? Czy jestem za nie Bogu wdzięczny?

Komentarz do psalmu
Trudne doświadczenie psalmisty, wyrażone na początku w słowach „nie mogę znaleźć oparcia”, pozwala nam uświadomić sobie, że człowiek w ogóle oparcia potrzebuje. Każdy człowiek. Tu psalmista mówi o błotnej topieli, w której się znalazł. Można odczytać te słowa jako metaforę: wiemy, jak wielowymiarowe może być doświadczenie braku oparcia, jak różne znaczenia w naszym życiu może mieć słowo „błoto”. Nieoczekiwanie w samym środku takiej sytuacji psalmista dostrzega jednak „czas łaski”. Otóż Bóg przychodzi do człowieka dokładnie w tym czasie i miejscu, w którym człowiek się znajduje, i dokładnie od tego punktu gotowy jest objawić swoją „zbawczą wierność”. Dlatego każdy czas jest „czasem łaski”. Nie ma też lepszych i gorszych okoliczności, by wzywać Boga.
„Zbawcza wierność” Boga domaga się naszej odpowiedzi. Psalm ją podpowiada: „Pieśnią chcę chwalić imię Boga i wielbić Go z dziękczynieniem”.
Na koniec mamy jeszcze zaproszenie do przeżywania razem, w ludzkiej wspólnocie, naszej kondycji ubogich Pana.

Komentarz do Ewangelii
Ten trudny tekst każe nam zatrzymać się nad tematem nawrócenia. Jezus uzdrawia i dokonuje cudów, ale ten sam Jezus stawia wymagania, oczekuje odpowiedzi serca i realnej przemiany naszych postaw, naszego życia. Spójrzmy na Jego słowa w świetle innego jeszcze tekstu. W Ewangelii wg św. Jana Jezus mówi: kto „nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym”, a wcześniej: „Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, lecz by świat zbawić” (J 12, 47-48). Cuda, których Jezus dokonywał w Korozain, w Betsaidzie, w Kafarnaum i wielu jeszcze innych miejscach, miały na celu ogłosić światu, że zbawienie jest blisko, że przyszedł Ten, który „daje życie i daje je w obfitości” (por. J 10,10), za darmo. Pozostaje je tylko przyjąć. Na tym przede wszystkim polega nawrócenie: na przyjęciu Jezusa jako Pana, na uznaniu, że On i tylko On jest moim Zbawicielem. Cała reszta, która istotnie czasem wyrazi się w „worze i popiele” pokuty (dziś powiedzielibyśmy: w sakramencie pokuty i pojednania, albo w jakiejś formie przemiany życia) – cała reszta jest tylko konsekwencją uznania prymatu Jezusa. Jeśli ten akt dokonał się naprawdę, to wszelkie konsekwencje od razu albo stopniowo przestaną być ciężarem, a staną się radością.
Niestety w miastach, które wymienia Jezus, zabrakło dobrej woli nawrócenia. Dlatego orędzie Jezusa, Jego słowa, Jego czyny i cuda, stają się świadectwem przeciwko ich mieszkańcom. Dobra nowina została im tak samo hojnie podarowana jak innym, którzy ją przyjęli. Co robię z dobrym słowem, dobrym gestem, który dociera do mnie każdego dnia? Czy widzę i uznaję, że to dobro istotnie jest dobrem?
Komentarze zostały przygotowane przez s. Marię Agnieszkę od Wcielenia i Paschy Jezusa OCD

Święci Andrzej Świerad i Benedykt, pustelnicy

Święci Andrzej Świerad i Benedykt wśród uczniów

Według tekstu z 1064 r., napisanego przez węgierskiego opata benedyktyńskiego i biskupa Maurusa, Andrzej Świerad (Andrzej Żurawek) pochodził z Polski, z rodziny rolniczej. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach znalazł się na Węgrzech. W roku 997/998 wstąpił do benedyktyńskiego klasztoru św. Hipolita na górze Zabor koło Nitry. Opatem klasztoru był wtedy Filip. On też nadał nowemu zakonnikowi imię Andrzej, gdyż wtedy św. Andrzeja Apostoła uważano za głównego patrona Węgier. W klasztorze mieszkali także mnisi żyjący według reguły wschodniej. Do tej właśnie ławry wstąpił Świerad. Widocznie bardziej przystępny był dla niego język słowacki, aniżeli bardzo trudny węgierski. Spełniał różne posługi w klasztorze. Maurus wspomina, że Andrzej wstąpił do opactwa benedyktynów już zaawansowany w życiu ascetycznym. Uprzednio bowiem prowadził życie pustelnicze.
Po przekroczeniu 40 lat, mnich mógł iść na pustelnię w towarzystwie jednego ucznia, który zmieniał się co kilka lat, by służyć Bogu w zupełnym odosobnieniu. Pustelnia była odległa od opactwa około pół dnia drogi. Co tydzień Andrzej musiał wracać do opactwa w sobotę wieczór i zostać na całą niedzielę. Jego zajęciem było karczowanie lasu. Pomimo tak ciężkiej pracy Andrzej trzy dni zupełnie pościł: w poniedziałek, w środę i piątek. Na Wielki Post brał od opata Filipa tylko 40 orzechów włoskich, które były jedynym jego pokarmem przez osiem tygodni (jeden orzech na dzień) za wyjątkiem sobót i niedziel, gdzie przyjmował wspólny posiłek w opactwie. Aby nawet sen sobie uprzykrzyć, siedział przez całą noc na pieńku, otoczonym ostrymi prętami. Gdy ciało przechylało się w jakąś stronę, budził się raniony. Aby uniemożliwić zaś ruchy głową, zakładał na nią koronę z drewna z zawieszonymi czterema kamieniami, o które uderzał przy każdym skłonie. Ponadto Andrzej opasał swoje ciało mosiężnym łańcuchem, który z czasem obrósł skórą. To właśnie było bezpośrednią przyczyną jego śmierci ok. 1030-1034 r., gdyż po pęknięciu naskórka wywiązało się zakażenie. Wezwany opat Filip przybył już po śmierci Świerada. Przy obmywaniu ciała zauważył na jego brzuchu klamrę, która zdradziła istnienie łańcucha.

Towarzyszem pustelniczego życia Andrzeja i jednym z jego uczniów był Benedykt. Po jego śmierci opowiadał biskupowi Maurusowi o cnotach i umartwieniach swego mistrza. Kontynuował surowy tryb życia w pustelni. Podobnie jak św. Andrzej miał przybyć de terra Poloniensi – z ziemi polskiej. W trzy lata po śmierci św. Andrzeja napadli go zbójcy i zabili. Ciało wrzucili do rzeki Wag. Maurus dodaje legendę, że orzeł przez cały rok pilnował ciała Męczennika i że dzięki niemu ciało zostało odnalezione w stanie zupełnie nie zepsutym. Obydwu – ucznia i mistrza – pochowano obok siebie w kościele zakonnym.

Święci Andrzej Świerad i Benedykt na tle góry Zabor i katedry w NitrzeKult obu świętych szybko rozszerzał się. Naturalnym ośrodkiem tego kultu był klasztor na Zaborze. Tu początkowo znajdował się ich grób, tu również przechowywano ze czcią łańcuch św. Andrzeja. Opat Filip, który opowiadał o obu świętych Maurusowi, ówczesnemu opatowi w klasztorze św. Marcina na Górze Panońskiej, podarował mu nawet część łańcucha. Relikwię tę zabrał ze sobą Maurus do Pesc, kiedy został mianowany tam biskupem (1036). Z czasem powstały w Słowacji dwa odrębne sanktuaria: św. Andrzeja w pobliżu Nitry, gdzie była jego pustelnia, oraz św. Benedykta, gdzie poniósł śmierć od pogańskich rozbójników w Skałce nad Wagiem na północ od Tręczyna. Około 1064 r. Świerad i Benedykt zostali uroczyście proklamowani przez biskupów Węgier świętymi. Wtedy zapewne przeniesiono ich ciała do katedry w Nitrze, gdzie spoczywają do dziś. Andrzej Świerad w hagiografii polskiej wybija się jako największy asceta wśród świętych i błogosławionych polskich.
Andrzej i Benedykt są pierwszymi Polakami, wyniesionymi do chwały ołtarzy (1083) po polskich kamedułach z eremu międzyrzeckiego: Izaaku, Mateuszu i Kryspinie, kanonizowanych przez papieża Jana XVIII (1004-1009). W ziemi krakowskiej kult św. Andrzeja Świerada jest szczególnie żywy w Tropiu. Od dawna ściągają tu pielgrzymi z Sądecczyzny i Słowacji na dzień dorocznego święta. Miejscowa ludność wierzy, że woda w źródełku, z którego Świerad miał czerpać, ma cudowną moc. Kościół w Tropiu posiada relikwie św. Świerada, sprowadzone z Nitry.

W ikonografii ukazuje się św. Andrzeja jako pustelnika. Jego atrybutem jest dziupla.

Zobacz także:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s