8 listopada – wspomnienie świętej Elżbiety od Trójcy Przenajświętszej, dziewicy

PIERWSZE CZYTANIE
Mdr 6, 12-16
Mądrość znajdą ci, którzy jej szukają

Czytanie z Księgi Mądrości
Mądrość jest wspaniała i nie więdnie, ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać. Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich. O niej rozmyślać – to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie, sama bowiem obchodzi i szuka tych, co są jej godni, objawia się im łaskawie na ścieżkach i wychodzi naprzeciw wszystkim ich zamysłom.
Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY
Ps 63 (62), 2. 3-4. 5-6. 7-8 (R.: por. 2ab)

Refren: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.

Boże, mój Boże, szukam Ciebie *
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą, *
jak zeschła ziemia łaknąca wody.

Refren.

Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, *
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia, *
więc sławić Cię będą moje wargi.

Refren.

Będę Cię wielbił przez całe me życie *
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie, *
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.

Refren.

Gdy myślę o Tobie na moim posłaniu *
i o Tobie rozważam w czasie moich czuwań.
Bo stałeś się dla mnie pomocą *
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie.

Refren.

DRUGIE CZYTANIE DŁUŻSZE
1 Tes 4, 13-18

KRÓTSZE
1 Tes 4, 13-14
Powszechne zmartwychwstanie

Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan Nie chcemy, bracia, byście trwali w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim.

Koniec krótszej perykopy.

To bowiem głosimy wam jako słowo Pańskie, że my, żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli. Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi, tak pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób na zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami.
Oto słowo Boże.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Por. Mt 24, 42a. 44

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Czuwajcie i bądźcie gotowi,
bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA
Mt 25, 1-13
Przypowieść o dziesięciu pannach

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: «Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».
Oto słowo Pańskie.

ROZWAŻANIA DO CZYTAŃ

MAREK RISTAU
Wiara w zmartwychwstanie daje nadzieję większą niż każdy smutek, bo tak jak Jezus umarł i zmartwychwstał, tak i my umrzemy i powstaniemy z martwych, aby na zawsze być już z Panem. Pan zstąpi z nieba, a wtedy ci, którzy umarli w Nim i my żyjący w Nim, będziemy porwani przez chwałę Bożą na spotkanie z Panem, które nigdy się nie zakończy. Jezus wszystko nam powiedział, abyśmy mieli radość i pociechę Ducha…

***
Komentarze do poszczególnych czytań przygotowane przez Bractwo Słowa Bożego

Komentarz do pierwszego czytania
W rozpoczynającym się tygodniu, danym i zadanym czasie naszego życia, zastosujmy klucz słów świętego Pawła Apostoła z Listu do Tymoteusza [2Tm 3. 16-17]: Wszelkie Pismo od Boga natchnione jest i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do kształcenia w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu. Używajmy tego klucza na co dzień, starając się zrozumieć, co Bóg w swoim Słowie chce nam powiedzieć tu i teraz.
Wersy z Księgi Mądrości są uniwersalną zachętą do jej poznawania i pochwałą dla stosujących się do wskazań tego daru Ducha Świętego. Zacznijmy jednak nasze czytanie od początku rozdziału. Zauważymy wtedy, że natchniony autor adresuje ten rozdział szczególnie do możnych tego świata, do sprawujących władzę nad ludźmi. Warto podkreślić – nad ludźmi, gdyż tylko Bóg Wszechmogący ma władzę nad Wszechświatem.
Podstawą mądrości jest odpowiedź na pytanie: skąd przychodzę i dokąd zmierzam. Człowiek zaślepiony w swoim widzeniu praw świata, chce w swojej megalomanii panować nad innymi. Nieumiejący lub niechcący odróżnić Dobra od Zła, Prawdy od Kłamstwa chce być jak Bóg.
Maryjo – Stolico Mądrości, prowadź nas w tych czasach dopustu Bożego.

Komentarz do psalmu
Jak nie czcić i nie uwielbiać Słowa Bożego? Jest ono przedziwnie zawsze „tu i teraz”. Jakże pasuje do dzisiejszych czasów. Ilu z nas poczuło się zagubionymi, zagrożonymi, zdradzonymi? Zamknięte kościoły lub bardzo ograniczony do nich dostęp, sprzeczne rozporządzenia, restrykcje, izolacja. To, co nie udało się Hitlerowi i Stalinowi, udało się „zdrowotnemu terrorowi i swoistej religii zdrowia”, aby użyć jakże trafnej diagnozy Giorgio Agambena, paradoksalnie, lewicowego włoskiego filozofa.
Święty Jan od Krzyża powiedziałby, że dotknęła nas „ciemna noc”. Taką właśnie ciemną noc przeżywał król Dawid. Wkładając w ten psalm swoje zbolałe serce, dał nam lekarstwo na pokrzepienie i oczyszczenie duszy. Jest to pamięć Bożych łask i cudów w naszym życiu, nasza wdzięczność Opatrzności Bożej i pewność, że przeciwnicy Boga i tak przegrają.
Wygląda na to, że to już nie jest tylko nasza osobista duchowa trauma. Patrząc na to, co dzieje się w kraju i na świecie, a piszę tę refleksję z pozycji człowieka mieszkającego na kontynencie amerykańskim od trzech dekad, można dojść do wniosku, że ten kryzys wiary ogarnia coraz bardziej całą ludzkość. Wiele wskazuje na to, że nadchodzi już i następny – kryzys nadziei, gdy tradycyjne prawa wymienią nowe, rewolucyjne i bezbożne rozporządzenia, gdy, nie daj Boże, dojdzie do wojny i jej skutków. A współcześni Jeremiasze wołający: „trwoga”, są lekceważeni i wyśmiewani. Czy Polska ostoi się przed tą brukselską czy światową presją? Kto stanie do jej obrony?
Ale najgorszy – kryzys miłości, przyjdzie, gdy Antychryst zapanuje nad światem. Gdy zawiodą wszystkie ludzkie sposoby ratunku, a człowiek stanie przed ostatecznym wyborem: Bóg czy szatan, wtedy tylko miłość do Boga pozwoli zachować życie duszy. Takie czasy przepowiadał Sługa Boży John Hardon, SJ (USA): jeśli nie będziemy gotowi na śmierć męczeńską za wiarę, stracimy dusze.
Studia nad Pismem Świętym bez wzrostu miłości Boga i bliźniego, bez naśladowania Chrystusa, to zmarnowana łaska. Marny nasz los w boju ostatecznym. Dobra pedagogika poznawania Boga z kart Biblii uczy, by po każdym jej czytaniu zapytać siebie: co nowego dowiedziałem się o Bogu? Czy teraz pragnę Go jeszcze bardziej miłować? Jak chcę Go naśladować? Wracajmy do domu Ojca, wzrastajmy, póki jeszcze czas. Zajrzyjmy do „Drogi na Górę Karmel”. Zajrzeliśmy do „jakiegoś tam” psalmu, a tu niespodzianka, jak taki „antyczny” psalm może nami także dzisiaj potrząsnąć. Takie jest Słowo Boże.

Komentarz do drugiego czytania
Wiele wskazuje na to, że kończy się postać tego świata. Idzie nowy, o który modlimy się od dwóch tysięcy lat: Przyjdź Królestwo Twoje, bądź Wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi. Tak też myśleli nasi pierwsi bracia w wierze Chrystusowej, choć upłynęło zaledwie kilkadziesiąt lat od wniebowstąpienia Zbawiciela. Martwili się, co będzie z ich najbliższymi, którzy już odeszli do wieczności, szczególnie tymi nieochrzczonymi, gdy Chrystus powtórnie przyjdzie.
Te zmartwienia mogły być bolesne dla niektórych neofitów wywodzących się ze środowisk saduceuszów nie wierzących w zmartwychwstanie ciał. Dziś, dla wielu wokół nas, wydaje się, jakby nie było żadnego z tym problemu, po prostu już w nic nie wierzą. Zeświecczenie współczesnego świata, porzucenie wiary ojców, sprowadza świat do punktu wyjścia, do pogaństwa. Stąd wielu ludzi popada w smutek, leczy się na depresję, czy nawet popełnia samobójstwo, bo utracili wszelką nadzieję.
Dla nas, wierzących w ciał zmartwychwstanie, zapewnienia świętego Pawła są bardzo ważne. Nasi najbliżsi zmarli zmartwychwstaną, zanim ostatnie pokolenie żyjących nie zostanie porwane do nieba. Ale i my mamy swoje zmartwienia. Co będzie z naszymi bliskimi, i nie tylko, którzy byli na bakier z wiarą?
Choć Pismo Święte zapewnia nas o miłosierdziu Bożym, to jednak Chrystus zdecydował objawić św. siostrze Faustynie niespotykaną w przeszłości naukę o sobie, o swoim Miłosierdziu. Płynie stąd dla nas niezwykła otucha. Bóg do końca walczy o zbawienie duszy. Nawet po śmierci fizycznej człowieka. Przeczytajmy:
„Jezus: duszo w ciemnościach pogrążona, nie rozpaczaj, nie wszystko jeszcze stracone, wejdź w rozmowę z Bogiem swoim, który jest Miłością i Miłosierdziem samym.
Lecz niestety, dusza pozostaje głucha na wołanie Boże i pogrąża się jeszcze w większych ciemnościach. Jezus woła powtórnie: duszo, usłysz głos miłosiernego Ojca swego.
Budzi się w duszy odpowiedź: nie ma już dla mnie miłosierdzia. I wpada w jeszcze większą ciemność, w pewien rodzaj rozpaczy, który daje jej pewien przedsmak piekła i czyni ją całkowicie niezdolną do zbliżenia się do Boga. Jezus trzeci raz mówi do duszy, lecz dusza jest głucha i ślepa, poczyna się utwierdzać w zatwardziałości i rozpaczy. Wtenczas zaczynają się niejako wysilać wnętrzności miłosierdzia Bożego i bez żadnej współpracy duszy daje jej Bóg swą ostateczną łaskę. Jeżeli nią wzgardzi, już ją Bóg pozostawi w stanie, w jakim sama chce być na wieki. Ta łaska wychodzi z miłosiernego Serca Jezusa i uderza światłem duszę i dusza zaczyna rozumieć wysiłek Boży, ale zwrócenie od niej zależy. Ona wie, że ta łaska dla niej ostatnia i jeżeli okaże drgnienie dobrej woli – chociażby najmniejsze – to miłosierdzie Boże dokona reszty. Tu działa wszechmoc Mojego miłosierdzia, szczęśliwa dusza, która, skorzysta z tej łaski.” (Św. Faustyna, Dzienniczek, [1486]).
Nie przekreślajmy, więc szans na zbawienie tych, którzy w naszym osądzie na to nie zasługują. Módlmy się za wszystkich. Chrystus oddał życie za wszystkich, nawet tych najgorszych. Przeto wzajemnie się pocieszajmy.

Komentarz do Ewangelii
Jak możemy zauważyć, Kościół w tym okresie liturgicznym rozdziela głoszenie Dobrej Nadziei między dwóch Ewangelistów: w niedziele – św. Mateusz, w dni powszednie – św. Łukasz. Wspólnym motywem przewodnim tego dwugłosu jest Królestwo Boże. Ten właśnie temat jest treścią dzisiejszej ewangelicznej przypowieści o pannach roztropnych i nie roztropnych. Zwróćmy uwagę na pewną dwubiegunowość istniejącą w przypowieściach. Z jednej strony Pan Jezus mówił bardzo prostym językiem do wszystkich słuchających Go, a z drugiej, na uboczu, wyjaśniał swoim uczniom głębsze ich znaczenie. Ale też bez przypowieści nie nauczał. Pierwszym kluczem do rozumienia tych niejasności może być Przypowieść o Ziarnie. Nie każdy jest dobrą glebą. Ale skoro Bóg nie rzuca swych Słów na wiatr, bo za nimi stoi stwórcza Wola Boża, a Ona musi się wypełnić, aby człowiek nie ponosił pełnej odpowiedzialności za zaniechanie ich wypełnienia i nie musiał za to zadośćuczynić, aby oddać chwałę Stwórcy, Chrystus z miłości do tych innych „gleb” dobiera sobie, nawet z nadmiarem ufności, swoich słuchaczy. Jakich?
Właśnie dlatego drugim kluczem do zrozumienia przypowieści może być słowo „uczniowie” i nasza relacja do tego słowa: chcemy nimi być lub nie. Chcemy słuchać Syna Bożego lub nie.
Z faktu naszego przylgnięcia do Słowa Bożego możemy uważać się za uczniów. Ale czy rzeczywiście nimi jesteśmy? Czy żyjemy tym Słowem na co dzień? Czy kochamy swego Mistrza i naśladujemy Go?
Gdy tak spojrzymy na historię symbolicznych panien mądrych i głupich, spostrzeżemy od razu, które były uczniami i do których może i my się zaliczamy.
Wielu Ojców Kościoła zastanawiało się nad tą przypowieścia, szukało swoistej recepty na bycie mądrymi. Święty Grzegorz Wielki w swojej dwunastej Wielkiej Homilii, komentarzu do Ewangelii wg Św. Mateusza rozważał ten temat. Spośród wielu jej wątków warto zwrócić uwagę na dwa: czuwanie i nagroda. Czuwanie (i modlitwa) jest zawsze niezwykle ważne. Po pierwsze, szatan ciągle krąży wokół nas, aby czymś zaatakować. Po drugie, tak wiele kłamstwa ubranego w piękno słów spływa na nas codziennie, niezauważalnie czyniąc erozję w naszej wierze i rozumieniu spraw Bożych.
Nagroda zaś, choć obiecana tym, co żyją Bogiem i dla Boga, niesie także pewne ryzyko. Gdy chcemy, aby się dopełniła w ślad za czynionymi pobożnymi uczynkami, tym samym opróżniamy nasze lampy z oliwy, która otwiera drzwi na ucztę niebieską, oliwy, której nie sprzedają kupcy w mieście, czyli świat. „Działając” w Kościele, świadomie lub podświadomie możemy oczekiwać uznania lub wyróżnienia, a nawet wynosić się nad innych, inaczej myślących czy „kochających”.
Święty Mateusz w rozdziale szóstym swojej ewangelii przestrzega: Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. (…) Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swą nagrodę. Temat ten rozwinie św. Łukasz we wtorkowej Ewangelii.
Komentarze zostały przygotowane przez Andrzeja Kowalskiego

Święta Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej, dziewica

Święta Elżbieta Catez

Elżbieta Catez urodziła się 18 lipca 1880 r. w Avor niedaleko Bourges (Francja), gdzie stacjonował oddział, w którym jej ojciec był kapitanem. Dziewczynka była niezwykle uparta i wybuchowa, a na dodatek obdarzona mnóstwem energii. Ojciec próbował wychowywać ją drogą łagodnej perswazji. Nazywał ją pieszczotliwie „małym diablątkiem”. Kiedy dziewczynka miała 7 lat, jej ojciec zmarł. Wychowanie matki okazało się dość surowe. Na dodatek wraz ze śmiercią ojca sytuacja finansowa w domu znacznie się pogorszyła, co zmusiło rodzinę do przeprowadzki do Dijon. Zamieszkali w pobliżu klasztoru karmelitanek bosych.
O życiu Elżbiety zadecydowały fakty związane z przygotowaniem się do pierwszej Komunii świętej. Elżbieta wielokrotnie później potwierdzała, że dzień ten był dla niej decydujący. Wówczas to postanowiła wytrwale pracować nad swoim charakterem. W swoim dzienniczku zapisała niezwykłe doświadczenie miłości i bliskości Boga, a także pragnienie oddania Mu się całą duszą. Jako kilkunastoletnia dziewczyna doświadczała pierwszych łask mistycznych. Była piękna, radosna i naturalna w sposobie bycia, budziła ogólną sympatię.
Dalej jej życie toczyło się zwykłym torem: zaczęła dojrzewać, weszła do towarzystwa, bywała na przyjęciach. Była postrzegana jako wyjątkowa osobowość i niezwyczajna dziewczyna. Miała też talent muzyczny: w 1893 roku wygrała konkurs fortepianowy. Cieszyła się wszystkimi tymi przyjemnościami, a jednak pozostawały one jakby na marginesie jej życia, ponieważ w jego centrum był Chrystus. Na sali balowej zdarzało się Elżbiecie tęsknić za tabernakulum.
Mając 14 lat złożyła w sercu śluby czystości i postanowiła wstąpić do Karmelu. Z postanowienia jednak nie zwierzyła się matce przez kilka lat. Kiedy to wreszcie nastąpiło, matka Elżbiety zabroniła córce chodzić do Karmelu, ograniczyła jej chodzenie do kościoła i przystępowanie do Komunii świętej, a postanowienie dziewczyny uznała za „wybujałą religijność”. Choć z ograniczonym dostępem do kościoła i sakramentów, Elżbieta doznawała nadal łask mistycznych. Zwierzała się z nich jednak tylko swojemu spowiednikowi. W końcu jej matka uległa i wyraziła powściągliwą zgodę na to, by dziewczyna wstąpiła do zakonu po ukończeniu 21 lat. Tak też się stało. W 1901 r. Elżbieta Catez wstąpiła do klasztoru karmelitanek bosych w Dijon. W ciągu kolejnych pięciu lat pracy, modlitwy i głębokiego cierpienia Elżbieta wspięła się na szczyty duchowe.
W 8 dni po wstąpieniu do Karmelu przełożona zapytała Elżbietę: „Jaki jest twój ideał świętości?” Odpowiedź padła bez wahania: „Żyć miłością”. „A jaki jest sposób, by najszybciej to osiągnąć?” „Uczynić się całkiem małą, oddać się Bogu bezpowrotnie”. Postulat upłynął jej pogodnie. Natomiast wraz z wejściem w okres nowicjatu zaczął się dla Elżbiety okres udręki i niepokojów. Jej samej i jej przełożonym wydawało się, że nie wytrwa za murami Karmelu. Mimo to kontynuowała nowicjat, a w 1903 złożyła śluby zakonne. Wtedy też burza w jej sercu zaczęła cichnąć.

Święta Elżbieta CatezJej zakonne imię „od Trójcy Przenajświętszej” stało się programem jej życia, a także drogą, na której odkryła Boga Trójjedynego. Elżbieta Catez była szczególnie domem Boga w Trójcy. W pewnym momencie jednak przyjęła drugie imię „Laudem Gloriæ” – [ku] chwale Majestatu [Boga]. Jest to wyrażenie z Listu św. Pawła do Efezjan, którym podpisywała listy. Moment, w którym je przeczytała, był kolejnym przełomem w jej życiu. Od tej chwili, jak wspominają ludzie, którzy ją znali, zaczęła już na ziemi żyć życiem nieba.
Ostatni etap życia Elżbiety to choroba Addisona, która zaatakowała ją w 1906 roku. Elżbieta przeżyła ją jako wstępowanie przez krzyż ku Bogu. Niezwykle bolesna niedoczynność nadnerczy była przyczyną wielkiego bólu ciała i cierpień związanych z przyjmowaniem pokarmów. Jej ostatnie dni na ziemi przebiegały tak: 30 października położyła się do łóżka, z którego już więcej nie wstała. Nazajutrz przyjęła raz jeszcze ostatnie namaszczenie, a w dniu Wszystkich Świętych po raz ostatni – Jezusa Eucharystycznego. 8 listopada wypowiedziała ostatnie słowa, jakie zdołano zrozumieć: „Idę do Światła, do Miłości, do Życia”. Nazajutrz, 9 listopada 1906 r. o szóstej rano, zmarła. Miała wówczas 26 lat.

Życie Elżbiety znamy dość szczegółowo dzięki zapiskom jej przeoryszy, matki Germaine, oraz karmelity o. Konrada Meestera, a przede wszystkim dzięki jej obfitym pismom (ponad 300 listów i książki są dostępne także na polskim rynku wydawniczym).
Zostawiła też po sobie wiele modlitw. Jedna z nich, uważana za jej modlitewny testament, zaczyna się tak: „Uwielbiam Cię, mój Boże, Trójco Przenajświętsza! Dopomóż mi zupełnie zapomnieć o sobie, abym nieporuszona i uspokojona, mogła zamieszkać w Tobie tak, jakby moja dusza znajdowała się już w wieczności. Oby już nic nie zdołało zamącić mego pokoju ani wyprowadzić mnie z Ciebie, o mój Ty Niezmienny, lecz niech każda minuta coraz głębiej zanurza mnie w Twoją Tajemnicę. Napełnij pokojem moją duszę, uczyń w niej swoje niebo, swoje ulubione mieszkanie i miejsce swego odpoczynku. Obym nigdy nie zostawiała Ciebie samego, lecz była tam zawsze cała, cała czuwająca z wiarą, cała pogrążona w adoracji i cała zdana na Twoje stwórcze działanie”.
Beatyfikacji Elżbiety od Trójcy Przenajświętszej dokonał papież św. Jan Paweł II 25 listopada 1984 r. w Rzymie. W czasie audiencji następnego dnia po beatyfikacji papież powiedział: „Wraz z bł. Elżbietą rozbłyska dla nas nowe światło, w naszym świecie tak pełnym niepewności i ciemności pojawia się nowy przewodnik – pewny i bezpieczny, który ukazuje nam, w imię Tajemnicy Trójcy, drogę zbawienia i środki do jego osiągnięcia”. Kanonizacji przewodniczył papież Franciszek na placu św. Piotra w Watykanie w niedzielę, 16 października 2016 r.

Zobacz także:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.