11 października – wspominamy Świętego Jana XXIII, papieża

(Mdr 7,7-11)
Dlatego się modliłem i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobecniej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący. A przyszły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.

(Ps 90,12-17)
REFREN: Nasyć nas, Panie, Twoim miłosierdziem

Naucz nas liczyć dni nasze,
byśmy zdobyli mądrość serca.
Powróć, o Panie, jak długo będziesz zwlekał?
Bądź litościwy dla sług Twoich.

Nasyć nas o świcie swoją łaską,
abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
Daj radość w zamian za dni Twego ucisku,
za lata, w których zaznaliśmy niedoli.

Niech sługom Twoim ukaże się Twe dzieło,
a Twoja chwała nad ich synami.
Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami
i wspieraj pracę rąk naszych,
dzieło rąk naszych wspieraj.

(Hbr 4,12-13)
Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.

(Mt 5,3)
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

(Mk 10,17-30)
Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego <tym, którzy=”” w=”” dostatkach=”” pokładają=”” ufność=””>. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.

**********

Boża mądrość wskazuje drogę do prawdziwego skarbu, którym nie są ani bogactwa, ani jakiekolwiek inne dobra doczesne. „Co mam czynić?” – pyta bogaty młodzieniec. „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie” – odpowiada Chrystus. Serca ludzkiego nie zaspokoją namiastki. Więź z Bogiem i – w Bogu – z drugim człowiekiem jest prawdziwym skarbem, zdolnym nas zaspokoić i uszczęśliwić. Bogactwo dzielone z bliźnimi w potrzebie otworzy nam drogę do królestwa niebieskiego.

Bogna Paszkiewicz, „Oremus” październik 2009, s. 50

U ludzi to niemożliwe

Ten obraz ewangeliczny powtarza się w naszym życiu bardzo często: Chrystus przedstawia nam swoją propozycję, a my ją odrzucamy, bo boimy się, że będzie nas ona zbyt wiele kosztowała. Nie chodzi tu zaraz o grzech czy o złą wolę. Na ogół to, co z propozycji Boga odrzucamy, nie jest ścisłym obowiązkiem, lecz czymś „ponad”, czymś dobrowolnym, dodatkowym wysiłkiem czy ofiarą.

Co ciekawe: często mówimy „a”, ale boimy się powiedzieć „b”. Łatwo jest rozpocząć dobre dzieło, ale trudno jest doprowadzić je do końca. Wynika to być może z tego, że nie tyle zależy nam na rzeczywistym efekcie, co na pewnych pozorach czy przeświadczeniu, że przecież chcieliśmy, mieliśmy szczerą i dobrą wolę, ale tak jakoś nam nie wyszło. Tzw. „dobre chęci” są znakomitym alibi, usprawiedliwiającym nasze lenistwo czy bezczynność. A często podjęcie jakiegoś wielkiego i nietuzinkowego projektu doskonale zwraca na nas uwagę i podziw innych, i to już nam wystarczy. Prawdziwy cel osiągnięty: dostrzeżono nas!

Kto wie, ile z tych motywów towarzyszyło młodzieńcowi z dzisiejszej Ewangelii! Niewątpliwie miał dobre chęci i wiedział, do kogo się z nimi udać – do Chrystusa. Nie można mu także odmówić zapału i pobożności: wyrażały się one nie tylko w słowach, ale i w dotychczasowym postępowaniu, jeśli tylko nie była to czcza przechwałka. Nie brakowało mu także uprzejmości i dobrego wychowania.

Do tego momentu wszystko było OK i stanowiło doskonały punkt wyjścia do propozycji Chrystusa. Propozycja ta wypływała z miłości, a miłość zobowiązuje człowieka i stawia mu wymagania. Dzięki nim wzrastamy i dojrzewamy w swoim człowieczeństwie. Ale to wymaga trudu, a nie każdego stać, żeby ten trud podjąć. A właściwie stać każdego, ale nie każdemu się chce. I tu jest cały problem.

Bóg pragnie naszego duchowego wzrostu. Wie, że dokonuje się on przez wyrzeczenie, ascezę, rezygnację z wygód. Nie jest to łatwe i boimy się tego. Ale jest to jednak tylko jedna, negatywna strona medalu. Przeciwwagę stanowi łaska i pomoc Boga. Przejawia się ona przez owo „spojrzenie z miłością”, przez miłość i bliskość Boga. Jednakże na miłość tę trzeba odpowiedzieć. Jeśli zabraknie szybkiego odzewu, stracimy niepowtarzalną szansę. Wtedy zwykle ogarnia nas smutek, że przez małoduszność zmarnowaliśmy coś bardzo cennego. Pozostaje wygoda, pozostają różne „bogactwa”, ale pozostaje też pustka, której nie pozwoliliśmy Bogu zapełnić.

Gdzieś za tym wszystkim czai się chyba lęk, zrodzony z braku zaufania do Boga. Tracimy to zaufanie wtedy, gdy zbyt liczymy na siebie samych i swój stan posiadania. To właśnie dlatego Jezus przestrzega nas przed bogactwem, bo stanowi ono alternatywę dla Bożej miłości. Bogactwo i pieniądze same z siebie nie są niczym złym. Ale podsuwają nam one kuszącą myśl, że dzięki nim można sobie samemu zapewnić wszystko, łącznie z nieograniczonym szczęściem, poczuciem bezpieczeństwa, wszechmocy, władzy nad światem. To jest najgroźniejszy jad, zatruwający nasze pieniądze. Właśnie dlatego zamykają nam one drogę do Boga: wmawiając, że Bóg jest już właściwie niepotrzebny, bo wszystko można zapewnić sobie dzięki nim, nawet nieśmiertelność i wieczną sławę.

Jezus demaskuje te złudzenia w bardzo drastyczny sposób: to niemożliwe! Nic dziwnego, że wobec tak skrajnego postawienia sprawy, ogarniają nas wątpliwości odnośnie zbawienia. Chrystus je jednoznacznie rozwiewa: faktycznie, po ludzku zbawienia nie da się osiągnąć, ale można je przyjąć od Boga, jeśli tylko się Mu w pełni zaufa. To jest jedyny sposób: u Boga wszystko jest możliwe!

Ks. Mariusz Pohl

Wielbłąd i ucho igielne

Ile razy rozważam spotkanie Jezusa z bogatym młodzieńcem, tyle razy wspominam te wszystkie rozmowy, w których ludzie stawiali pytania, a w rzeczywistości wyczekiwali na aprobatę ich postawy. Pytanie: „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” prowokowało do sprawdzenia, co pytający dotychczas uczynił. A kiedy oświadczył, że przykazań dekalogu przestrzegał od swojej młodości, czekał jeno na pochwałę. Uzyskał ją w spojrzeniu Jezusa pełnym miłości. Nie spodziewał się jednak żadnych nowych wymagań. On miał już dobrze ustawione życie. Odkrył wartość dekalogu, na wierności przykazaniom budował przyszłość i cieszył się błogosławieństwem Boga na ziemi. Był bogaty. Wierność przykazaniom miała mu zapewnić zbawienie. Przyszedł do Jezusa tylko dlatego, by uzyskać pieczątkę pod własną koncepcją życia doczesnego i wiecznego. On już wszystko wiedział. On nie zamierzał nic zmieniać. Starotestamentalny ideał doskonałości religijnej doskonale harmonizował ze szczęściem doczesnym, które opiera się w dużej mierze na bogactwie.

Odpowiedź Jezusa była dla niego bardzo niemiłym zaskoczeniem. On jej nie szukał. Człowiek, który szuka, cieszy się, gdy znajdzie przewodnika znającego to, czego szuka. Młodzieniec nie szukał, był pewien, że jest na dobrej drodze wiodącej do królestwa Bożego. Czekał jeno na aprobatę.

Wielu ludzi jest podobnych do tego człowieka. Pytają, ale nie dlatego że interesuje ich prawda, lecz dlatego że potrzebują akceptacji ich koncepcji życia, ich rozwiązań, na które się zdecydowali. Gdy ktoś nie podzieli ich zdania, odchodzą smutni i mają często pretensje do pytanego, iż zburzył im pokój wewnętrzny.

Jezus, czysta Prawda, wiedział, kto przed Nim stoi. Podobał Mu się ten młodzieniec. Podobała się jego maksymalistyczna postawa. Stał przed Nim kandydat na apostoła — Jezus wezwał go do wejścia na drogę wiodącą do życia wiecznego. Do dekalogu dodał jednak jeden warunek. „Idź, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!”. Innymi słowy, Jezus zażądał od niego wysłania wpierw do Domu Ojca swojego doczesnego bogactwa, a dopiero po tej wysyłce obiecuje i jemu możliwość dotarcia do nieba. Takiego rozwiązania młodzieniec się nie spodziewał i mimo że Mistrz spojrzał na niego z miłością, „odszedł od Niego zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości”.

Jezus wykorzystał to spotkanie dla pouczenia uczniów o wielkim niebezpieczeństwie ukrytym w materializmie. Młodzieniec nie zdecydował się na propozycję Jezusa. Wolał nie ryzykować wysyłania swych dóbr do nieba. Został na walizkach, strzegąc ich zawartości.

Chrystus demaskuje główną metodę działania zła. Ono oczarowuje ludzi bogactwem i każe im w pieniądzach złożyć swoją ufność. Czyni ich przez to niewolnikami. Obciążeni dobrami tego świata nie są w stanie wejść do królestwa Bożego. Jezus jak zawsze, tak i w tym wypadku operuje bardzo konkretnym obrazem: „Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. Obraz był tak szokujący, że uczniowie postawili pytanie: „Któż więc może się zbawić?”. Ich rozumowanie było poprawne. Wielbłąd przez ucho igielne nie przejdzie. Po ludzku sądząc nikt nie ma szans zbawienia. Jezus jednak uspokaja: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”.

Piotr chce mieć pewność, czy jego decyzja opuszczenia wszystkiego i pójścia za Chrystusem była mądrą decyzją. On zrealizował żądanie Jezusa, które tak zasmuciło młodzieńca. Mistrz go uspokaja. W ewangelicznym ubóstwie nie chodzi o to, by nic nie mieć, lecz o to, by być wolnym od dóbr doczesnych. Kto tę wolność posiądzie, już w tym życiu otrzyma „stokroć więcej”, a w przyszłym — życie wieczne.

Kto wie, czy wielu ubogich ludzi Trzeciego Świata nie uprzedzi chrześcijan w królestwie niebieskim. Niejeden wykąpany w wodzie chrztu stanie przed bramą Domu Ojca jak wielbłąd przed uchem igielnym i stwierdzi, że przekroczenie tej bramy jest dla niego niemożliwe. Jezus kończy to pouczenie znamiennym ostrzeżeniem: „Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”.

To w tym kontekście należałoby odczytać wszystkie wizyty papieskie w krajach Trzeciego Świata. Jan Paweł II pragnie, by ludzie odkryli wartość ubóstwa. Pamiętając o ewangelicznej igle wzywa bogatych, by wielbłądzie garby dóbr tego świata rozdali ubogim i mogli wejść do królestwa niebieskiego. Biednych natomiast zachęca, by odkryli zbawczy wymiar swego ubóstwa. Jest to jeden z głównych wątków jego papieskiego nauczania.

Ks. Edward Staniek

Skuteczność Bożego słowa

Słowo Boga jest skuteczniejsze i ostrzejsze od najbardziej nowoczesnego laserowego noża. Przenika aż do rozdzielenia duszy i ducha, a więc osiąga to, co dla nas jest niezwykle trudne, wciąż jeszcze w pełni niemożliwe. Nie umiemy oddzielić życia od ducha, nie potrafimy osądzić pragnień i myśli serca.

To słowo stworzyło jednak ludzkie wolne serce, i mimo iż je przenika i zna, idealnie do samego dna, nie ingeruje w nie i nie przestawia nic, by nie naruszyć jego wolności. Szanuje ten skarb, bo on decyduje o osobowości człowieka i czyni zeń partnera Boga zdolnego do spotkania z Nim na płaszczyźnie przyjaźni.

Dobrze to widać w spotkaniu Jezusa z bogatym człowiekiem, który wypełniony był pragnieniem osiągnięcia życia wiecznego. Jego życie moralne było na wysokim poziomie. Ta szlachetność zachowana „od młodości” spotkała się z radosnym przyjęciem przez Jezusa. Rzadko Ewangeliści notują, iż Jezus „spojrzał z miłością”. Marek podkreśla to mówiąc właśnie o tym spotkaniu. Ta miłość Chrystusa pozwala, a nawet każe postawić wysokie wymagania: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz… Potem przyjdź i chodź za Mną!”.

Piękne serce wezwane do przyjaźni z Jezusem musiało dokonać wyboru. Przyjaźń za cenę rezygnacji ze wszystkiego, a mówiąc ściślej, za cenę zamiany dóbr tego świata na dobra wieczne. Bogaty człowiek stanął ze swą wolnością na rozdrożu. Bóg objawił mu perspektywę nowego, innego życia. Szanował jego wolność, nie wywarł żadnej presji, choć wiedział, że droga, którą wybiera, będzie drogą jego życiowej klęski.

Szacunek dla wolności, jaką Bóg obdarzył część stworzonych przez siebie istot, stanowi jedyną granicę dla wszechmocy Bożego słowa, dodajmy granicę przez Niego samego ustanowioną.

Jak niesamowitą wartością jest zatem nasza wolność, skoro to Słowo, które stwarza zdumiewająco wielki kosmos, puka jedynie do drzwi naszego serca i w progu przekazuje nam wiadomość o możliwości jego ubogacenia. Mimo iż doskonale wie, co w tym naszym sercu jest, nie wchodzi do niego, lecz czeka, aż zaprosi je do jego wnętrza. Gdybyśmy znali tajemnicę naszej wolności, którą szanuje sam Bóg, odkrylibyśmy wielkość naszej godności.

Wolność nasza nie zwalnia nas jednak z odpowiedzialności za przyjęcie lub odrzucenie słowa Bożego. Zamknąć przed Bogiem drzwi swego serca może tylko głupiec.

Wolność winna bardzo uważnie śledzić konsekwencje swoich decyzji, bo tylko ich dobra znajomość umożliwia trafność dokonanego wyboru.

Słowo Boga jest wszechmocne, a człowiek może je odrzucić, nie na zasadzie swojej wszechmocy, lecz na zasadzie wolności. Jest to niezwykle głęboka tajemnica, do której trzeba nam wracać, i to często, jeśli chcemy wykorzystać w pełni zarówno wolność, jak i łaskę wszechmocnego Boga.

Pod murem klauzurowego klasztoru ludzie marginesu społecznego urządzili sobie melinę. Dwa światy sąsiadujące ze sobą bardzo blisko. Grube mury, małe zakratowane okna dzielą dwie wspólnoty. W jednej spotykają się siostry zakonne, które odpowiedziały na łaskę Bożą, w drugiej mężczyźni i kobiety sięgające po grzech. O przynależności do jednego czy drugiego świata zadecydowała wola. Słowo Boga było skierowane do każdego. Jedni powiedzieli swoje „tak”, drudzy nie chcieli zrezygnować z karmienia swego ciała. Kochający Bóg delikatnie wspiera tych, którzy wybrali świat łaski. Cierpliwie czeka ze swym przebaczeniem na tych, którzy poszli swoimi drogami. Wolność opowiedzenia się po stronie Boga czy grzechu to jedna z najgłębszych tajemnic. Chwała każdemu, kto umie powiedzieć Bogu „tak”.

Ks. Edward Staniek

„Naucz nas, Panie, liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość…” (Ps 90, 12)

Teksty Pisma świętego na dzień dzisiejszy mówią o wartości mądrości, przeciwstawiając ją bogactwu i podkreślając jej znaczenie. Pierwsze czytanie (Mdr 7, 7-11)” przytacza pochwalę mądrości, jaką wypowiedział Salomon, który ją cenił ponad wszelkie inne dobro. „Modliłem się i przyszedł na mnie Duch mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku” (tamże 7-9). Bogactwo jest wartością czysto ziemską i dlatego przemijającą; mądrość natomiast posiada wartość nieprzemijającą, „nie zna snu blask od niej bijący” (tamże 10), trwa na wieki. Nie chodzi tu jednak o mądrość ludzką, ale o mądrość pochodzącą od Boga jako promień Jego nieskończonej mądrości.

Mądrość boska została dana ludziom przez słowo Boga, które jest jej pewnym przekaźnikiem. Jego cechy przedstawia drugie czytanie (Hbr 4, 12-13). „Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha… zdolne osądzać pragnienia i myśli serca” (tamże 12). Kto chce dać się prowadzić mądrości boskiej, powinien rozważać słowo Boże, zgodzić się, by ono przenikając serce oświecało je i oczyszczało, sądziło i pobudzało, by serce mogło odrzucać wszystko, co nie jest ze słowem zgodne. Nie można pozostać obojętnym wobec słowa Bożego; ono zobowiązuje człowieka, aby się opowiedział za lub przeciw niemu, a zatem, by okazał, czym jest wewnątrz.

Ewangelia (Mk 10, 17-30) idzie jeszcze dalej i ukazuje wcielenie mądrości, przede wszystkim w Jezusie jako w Mądrości Ojca, a potem w Jego nauczaniu. Młodzieniec, który może oświadczyć, że przestrzegał przykazań, a więc że żył mądrze według słowa Bożego „od młodości” (tamże 20), przedstawia się Mistrzowi jako ktoś, kto pragnie uczynić jeszcze więcej. „Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: »Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną«„ (tamże 21). Jezus ukazuje mu najwyższą mądrość: wyrzec się wszystkich dóbr ziemskich, by naśladować wyłącznie Jego, Mądrość nieskończoną. Nie jest to obowiązek, lecz wyraźne zaproszenie, by „za nic uważać bogactwo” w porównaniu?. dobrami wiecznymi i naśladowaniem Chrystusa. Słowo Pana przenika serce młodzieńca i wywołuje w nim rozterkę. Niestety, wezwany nie opowiada się za Nim: „ale spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości” (tamże). Również Jezus zasmucił się i wyjaśnił: „Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego!” (tamże 23).

Tutaj, jak i na innych miejscach Ewangelii, bogactwo okazuje się niepokonaną przeszkodą na drodze do zbawienia. Nie dlatego, że samo w sobie jest złe, lecz dlatego, że człowiek jest bardzo skłonny przywiązywać się do niego tak bardzo, że stawia je nad Boga. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne — dodał Jezus — niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (tamże 25). Uczniowie byli „zdumieni”; słowa Mistrza wydają się przesadne. On jednak nie wycofuje się, aczkolwiek pozwala mieć nadzieję, bo chociaż każdemu człowiekowi, a nie tylko bogatym, trudno jest się zbawić, to „u Boga wszystko jest możliwe” (tamże 27). Bóg nie odmawia swej łaski temu, kto prosi o nią z pokorną ufnością i wzywa pomocy Bożej, aby móc pokonać przeszkody, jakie stają mu na drodze. Szczęśliwi Apostołowie, którzy posiadając niewiele, nie wahali się opuścić wszystkiego: domu i sieci lub roli, matki i ojca, braci i sióstr, dla Chrystusa i dla Ewangelii.

  • Modliłem się do Ciebie, o Panie, i dałeś mi zrozumienie, przyzywałem i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność fizyczną i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący.
    Wraz z nią dałeś mi wszystkie dobra, o Panie; w jej ręku niezliczone bogactwa… jest ona dla ludzi skarbem nieprzebranym: ci, którzy go zdobyli, zjednali sobie Twoją przyjaźń i stali sip Tobie miłymi (Księga Mądrości 7, 7-11, 14).
  • Jakże niczym jest wszystko, co czynimy lub co możemy uczynić dla Ciebie, Boże mój, który raczysz miłościwie zostawać w łączności z takim jak ja robakiem! A kiedy dana nam jest nadzieja, że już w tym życiu możemy się cieszyć Twym obcowaniem, dlaczegóż jeszcze czekamy? Czemu się ociągamy? O Panie, jaka jest siła zdolna powstrzymać nas, byśmy choć na chwilę zaprzestały za przykładem oblubienicy szukać Cię, o Panie, po ulicach i rynkach? Wszystko, co jest na świecie, jest złudzeniem, jeśli nam do tego celu nie dopomaga! I chociażby wiecznie trwać mogły wszystkie uciechy, bogactwa i rozkosze jego i chociażby były tak liczne, żeby przewyższały wszelką wyobraźnię — wszystko to śmieci i gnój w porównaniu z tymi skarbami, których posiadaniem cieszyć się mamy bez końca. A i te skarby jeszcze niczym są w porównaniu ze szczęśliwością posiadania Ciebie, Panie i Władco wszystkich skarbów nieba i ziemi.
    O ślepoto ludzka! Kiedyż już, kiedyż zejdzie nam z oczu ta ziemia?… Naucz nas, Panie, posługiwać się naszymi błędami przynajmniej w tym celu, abyśmy poznali głębiej naszą nędzę. Niech te błędy otworzą nam oczy i poprawią wzrok nasz wewnętrzny, na podobieństwo błota, którym pomazałeś oczy ślepego i uzdrowiłeś go. Spraw, abyśmy coraz wyraźniej widzieli nasze niedoskonałości i goręcej błagali Cię, abyś z nędz naszych wyprowadził dobro, iżbyśmy we wszystkim stali się przyjemnymi Tobie (św. Teresa od Jezusa: Twierdza wewnętrzna VI, 4, 10-11).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 307

Święty Jan XXIII, papież

Błogosławiony Jan XXIII

Urodził się we Włoszech 25 listopada 1881 r. jako Angelo Giuseppe Roncalli, w biednej rodzinie chłopskiej. Jego matka była osobą bardzo religijną. Urodziła 11 dzieci, z których Angelo przyszedł na świat jako czwarty. Charakteryzowała go niezwykła dobroć, ciepło i pogoda ducha.
Mając 12 lat wstąpił do niższego seminarium duchownego w Bergamo, które było wówczas jednym z najbardziej prestiżowych miejsc kształcenia przyszłych księży. Tam też został przyjęty do III Zakonu św. Franciszka (1 marca 1896 r.). Po otrzymaniu stypendium za wyniki w nauce, rozpoczął naukę w Papieskim Seminarium Rzymskim. W 1902 roku przerwał naukę na rok, żeby odbyć służbę wojskową. Po jej zakończeniu obronił doktorat z teologii i przyjął święcenia kapłańskie. Rok po podjęciu nauki w seminarium zaczął spisywać swoje notatki duchowe i kontynuował tę pracę aż do późnej starości. Jego zapiski wydane zostały pod tytułem „Dziennik duszy”. W 1903 roku napisał w nim między innymi: „Bóg pragnie, abyśmy podążali wzorem świętych poprzez czerpanie z życiodajnej esencji ich cnót, a następnie przerabianie jej na swój własny sposób, adaptowanie do naszych indywidualnych możliwości i okoliczności życia. Gdyby św. Alojzy był taki, jak ja, stałby się świętym w zupełnie inny sposób”.
Jako młodemu księdzu powierzono mu funkcję sekretarza biskupa Bergamo, Giacomo Radiniego Tedeschi. W tym czasie wykładał też w seminarium, redagował biuletyn „Życie diecezjalne”, współpracował również z innym lokalnym pismem katolickim, a także był duszpasterzem Akcji Katolickiej. Inspirowała go zwłaszcza postawa świętych: Karola Boromeusza, Franciszka Salezego i Grzegorza Barbarigo.
W 1925 mianowany został oficjałem w Bułgarii i arcybiskupem Areopolis. Jako swoje hasło biskupie Angelo Roncalli wybrał Obedientia et Pax (Posłuszeństwo i pokój). W późniejszych latach pełnił funkcję kolejno: apostolskiego delegata w Bułgarii, w Turcji i Grecji oraz nuncjusza apostolskiego w Paryżu. Tę ostatnią funkcję sprawował już w czasie trwania II wojny światowej.
W 1953 roku Angelo Roncalli został mianowany kardynałem i patriarchą Wenecji. Prezydent Francji, Vincent Auriol, powołał się na stary przywilej francuskich królów i sam włożył czerwony kapelusz na głowę kardynała Roncalli w czasie ceremonii w Pałacu Elizejskim. Z tego okresu przyszły papież zapamiętał pewne humorystyczne zdarzenie, kiedy to na jednym z oficjalnych przyjęć, na jakie został zaproszony, pojawiła się kobieta w sukni z zadziwiająco dużym dekoltem. Zwróciło to uwagę nie tyle na samą kobietę, co na kardynała – goście przyglądali się jego reakcji na odsłonięte kobiece wdzięki. Po przyjęciu kardynał podszedł do kobiety, wręczył jej czerwone jabłko i zapytał: „Pamięta Pani, co uświadomiła sobie Ewa, kiedy zjadła jabłko?”.

Błogosławiony Jan XXIIIW 1958 roku, po śmierci Piusa XII, podczas trzydniowego konklawe, kard. Roncalli został wybrany papieżem. Jego pierwszą reakcją był strach i zmieszanie wyrażone w słowach: tremens factus sum ego timero(drżę i lękam się). Ufny w wybór biskupów i Bożą Opatrzność, Angelo Roncalli przyjął wybór konklawe, a wraz z nim imię Jana XXIII. Przez zebranych na konklawe biskupów był traktowany jako „papież przejściowy”. Ich faworytem był arcybiskup Mediolanu Montini, ale ten nie był w tamtym czasie jeszcze kardynałem. Godność tę otrzymał później z rąk samego Jana XXIII, a jeszcze później został jego następcą jako Paweł VI.
Jan XXIII jako papież podbił serca wiernych. Zawsze otwarty na kontakty z prasą, patrzył odważnie w obiektyw aparatu. Był pierwszym papieżem od 1870 r., który odbył oficjalne spotkanie poza Watykanem. Spotkał się wówczas z więźniami, którzy sami do niego przyjść nie mogli. Słynął także ze zdystansowanego podejścia do ceremoniału papieskiego. Starał się go przestrzegać, ale z przymrużeniem oka. Anegdotyczna opowieść dotycząca dnia koronacji Jana XXIII na papieża mówi, że kiedy podszedł do niego po błogosławieństwo włoski ordynariusz polowy, zobaczył, jak papież przyjmuje postawę zasadniczą i usłyszał: „Panie generale, melduje się sierżant Roncalli”. Przez ludzi zapamiętany został jako papież, który palił fajkę i zawsze się uśmiechał, a przede wszystkim jako papież, który zwołał Sobór Watykański II i na zawsze zmienił historię Kościoła.
Sobór Watykański II zwołano, ku zdziwieniu wielu, na mniej niż 90 lat po kontrowersyjnym Soborze Watykańskim I. Ponadto, pomimo zapewnień sekretarzy, że na przygotowania potrzeba dziesiątek lat – Jan XXIII przewidział tylko kilkanaście miesięcy pomiędzy zwołaniem a rozpoczęciem soboru 11 października 1962 r.

Błogosławiony Jan XXIIIJan XXIII ogłosił osiem encyklik, z których najważniejsze to „Mater et Magistra” oraz„Pacem in terris”. Ta druga adresowana była do „wszystkich ludzi dobrej woli”, nawoływała do pokoju między narodami całego świata. Papież ustanowił komisję ds. rewizji prawa kanonicznego, której ostatecznym celem było opracowanie nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego (opublikowanego w 1983 r.). Wiele ojcowskiej troski wykazał o „Kościół milczenia”, prześladowany na różne sposoby w krajach rządzonych przez komunistów, m.in. w Polsce.
3 czerwca 1963 roku, o godzinie 19:49 (dzień po Zesłaniu Ducha Świętego), w wyniku krwotoku związanego z wcześniej zdiagnozowanym rakiem żołądka, Jan XXIII zmarł. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Nie mam innej woli, jak tylko wolę Boga. Ut unum sint!” (Aby byli jedno!). W swoim testamencie, nawiązując do duchowości franciszkańskiej, z jaką związał się we wczesnych latach młodości, pisał: „Pozory dostatku często zasłaniały ukryte ciernie dotkliwego ubóstwa i uniemożliwiały mi dawanie zawsze z taką hojnością, jakiej bym pragnął. Dziękuję Bogu za tę łaskę ubóstwa, które ślubowałem w młodości, ubóstwa ducha, jako kapłan Serca Bożego, i ubóstwa rzeczywistego, co mi dopomogło, by nigdy o nic nie prosić, ani o stanowiska, ani o pieniądze, ani o względy, nigdy, ani dla siebie, ani dla mojej rodziny, czy przyjaciół”.
Św. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym w 2000 roku, razem z papieżem Piusem IX. W liturgii wspominany jest 11 października – w rocznicę dnia, w którym nastąpiło uroczyste otwarcie Soboru Watykańskiego II.
Jan XXIII został kanonizowany przez papieża Franciszka – wraz z Janem Pawłem II – na placu św. Piotra w Rzymie w niedzielę Miłosierdzia Bożego, 27 kwietnia 2014 r.

Zobacz także:

•  Święty Aleksander Sauli, biskup
•  Święty Bruno I Wielki z Kolonii, biskup

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s