23 sierpnia – wspominamy Świętą Różę z Limy, dziewicę

(Joz 24,1-2a.15-17.18b)
Jozue zgromadził w Sychem wszystkie pokolenia Izraela. Wezwał też starszych Izraela, jego książąt, sędziów i zwierzchników, którzy się stawili przed Bogiem. Jozue przemówił wtedy do całego narodu: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Gdyby jednak wam się nie podobało służyć Panu, rozstrzygnijcie dziś, komu służyć chcecie, czy bóstwom, którym służyli wasi przodkowie po drugiej stronie Rzeki, czy też bóstwom Amorytów, w których kraju zamieszkaliście. Ja sam i mój dom służyć chcemy Panu. Naród wówczas odrzekł tymi słowami: Dalekie jest to od nas, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć bóstwom obcym! Czyż to nie Pan, Bóg nasz, wyprowadził nas i przodków naszych z ziemi egipskiej, z domu niewoli? Czyż nie On przed oczyma naszymi uczynił wielkie znaki i ochraniał nas przez całą drogę, którą szliśmy, i wśród wszystkich ludów, pomiędzy którymi przechodziliśmy? My również chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem.

(Ps 34,2-3.16-23)
REFREN: Wszyscy, zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Oczy Pana zwrócone na sprawiedliwych,
uszy Jego otwarte na ich wołanie.
Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.

Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.

Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.
On czuwa nad każdą jego kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.

Zło sprowadza śmierć grzesznika,
wrogów sprawiedliwego spotka kara.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się doń ucieka.

(Ef 5,21-32)
Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.

(J 6,63b.68b)
Słowa, Twoje Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego.

(J 6,54.60-69)
Ucząc w synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.

***********

Słowa Jezusa są duchem i życiem, słowami życia wiecznego. A jednak te same słowa potrafią też przerastać człowieka: wielu wycofuje się i przestaje chodzić za Jezusem, gdy mówi On o Eucharystii, gdy wzywa do wiary zawstydzającej rozum i podważającej ludzkie poczucie bezpieczeństwa. Apostołowie pozostają, bo poznali i uwierzyli, że Jezus jest Świętym Boga, a zatem żadne z Jego słów mylić nie może. „Rozstrzygnijcie dziś, komu chcecie służyć” – czy bożkom i samemu sobie, czy też Chrystusowi i Kościołowi, z którym zechciał On stanowić jedno Ciało (por. Ef 5,31-32).

O. Michał Mrozek OP, „Oremus” sierpień 2009, s. 104

„Panie, do kogóż pójdziemy?”

Trochę zaskakujące jest zakończenie Eucharystycznej mowy Jezusa. Wydawać by się mogło, że powinno być w niej więcej o Komunii św., o potrzebie przystępowania do sakramentów. Do tego jesteśmy przyzwyczajeni z licznych kazań i nauk rekolekcyjnych. Tymczasem w swoim pouczeniu o Eucharystii, Jezus większy nacisk położył na wiarę, na zaufanie i więź z Bogiem, niż na samo „jedzenie Komunii św.” Punktem kulminacyjnym tej sceny jest jej zakończenie: chwila próby wiary, której zostali poddani Apostołowie.

Wielu uczniów Jezusa nie przeszło tej próby pomyślnie. Za trudna im się wydawała mowa Jezusa. Nie potrafili jej pojąć ani przyjąć. Może zbyt ufali sobie, swojej logice i wyobrażeniom? Może za mało znali Jezusa, za mało Go kochali, za daleko byli od Niego? Może za mało było w nich życia duchowego, a za dużo „cielesności”? Nie chodzi tu oczywiście o cielesność fizyczną, która jest przecież nieodłącznym składnikiem człowieczeństwa i pochodzi od Boga, ale o styl życia według wzoru tego świata, czyli przeciwnie do woli Bożej. Ludzie „cieleśni” to ci, którzy bardziej cenią sobie to, co ziemskie, ich własne, grzeszne, aniżeli to, co proponuje nam Bóg.

Życie duchowe rodzi się ze słuchania Słowa Bożego. Prawdopodobnie wielu z nas doświadczyło kiedyś tego, jak pogłębia się w nas życie wiary i modlitwy, jak lekko i radośnie przychodzi nam zachowywać naukę i przykazania Chrystusa, gdy zaczynamy ściślej obcować ze Słowem Bożym, gdy częściej sięgamy po Pismo św. i nie tylko je czytamy, ale także rozważamy i próbujemy na nie odpowiadać. To właśnie Słowo Boże przyjęte z wiarą, jest w nas źródłem życia Bożego. Bez Słowa Bożego nie ma ani wiary, ani prawdziwej pobożności, ani życia chrześcijańskiego.

Trzeba to mocno podkreślić, bo wielu ludzi poprzestaje na pobożności, polegającej na samym tylko pomnażaniu praktyk dewocyjnych czy sakramentalnych: powtarzaniu różnych formułek, pacierzy, litanii, koronek, nabożeństw. W oderwaniu od Słowa Bożego stają się one jałowe i zatracają swój pierwotny sens. Owszem, chodzi się wtedy za Chrystusem, ale duchem jest się od Niego daleko – tak jak ci uczniowie, którzy odeszli, bo nie mieli autentycznej wiary ani życia Bożego.

Czym zatem wyróżniali się Apostołowie, że pomimo tych samych trudności intelektualnych w zrozumieniu Chrystusa, jednak przy Nim pozostali? Otóż wyróżniali się tym, co najważniejsze: wiarą i poznaniem Boga oraz Jego Słowa. Właśnie na to powołuje się św. Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.”

Faktycznie: do kogo się udać ze swoim życiem, troskami, lękami, radościami, jeśli nie do Chrystusa? Niektórzy szukają rozwiązań i odpowiedzi w horoskopach, inni w parapsychologii, jodze czy New Age, inni swe niepokoje zagłuszają alkoholem, narkotykami i disco. Ale nic z tego nie potrafi w pełni zaspokoić aspiracji i potrzeb człowieka.

Natomiast Chrystus, który jest samą miłością, potrafi dać człowiekowi wszystko, a nawet więcej. Problem w tym, że często nie wiemy, że chce nam coś dać i nie potrafimy tego przyjąć. Dlatego najpierw powinniśmy starać się Go poznać, żeby wiedzieć kim jest i co chce nam zaoferować. Apostołowie to wiedzieli i dlatego zostali przy Jezusie. Wielu z nas, nawet tych chodzących do kościoła, wie to tylko mgliście, ogólnie. Stąd też tyle zwątpień i niewierności, tyle bylejakości i powierzchowności naszych postaw religijnych, tyle pustki w życiu duchowym. Chrystus chce tę pustkę wypełnić. Czy Mu pozwolimy?

Ks. Mariusz Pohl

Nie poprawiać Chrystusa

Zagubił się współczesny człowiek, ponieważ postanowił przyjąć za prawdę wyłącznie to, co się mieści w jego umyśle. Smutna to perspektywa, bo z niezwykle bogatej rzeczywistości dla człowieka jest dostępna jedynie ta droga, która mieści się w naparstku jego umysłu.

Klucz do zrozumienia tego dramatu jest podany w Ewangelii, gdy Jezus zapowiada ustanowienie Eucharystii. Ponieważ wezwanie do spożywania Jego Ciała i Krwi słuchacze, w imię logiki, uznali za niemożliwe do zrealizowania, konsekwentnie odrzucili również całość nauki Mistrza z Nazaretu.

Spotkanie z Chrystusem musi się dokonywać wpierw w sercu, a dopiero później w umyśle. Jezusa trzeba pokochać, a ta miłość umożliwi przyjęcie Jego nauki, mimo iż dla logiki ludzkiego rozumu wydaje się ona absurdem. Jeśli jednak umysł jest kierowany kochającym sercem, absurd znika i wymagania Ewangelii stają się możliwe do zrealizowania. Dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. To jest podobnie jak w życiu kochającej matki. Dla dobra dziecka stać ją na czyny heroiczne. To, co przy chłodnym wyrachowaniu ludzkiej logiki jest niemożliwe, przy nakazach kochającego serca staje się faktem. Miłość jest w stanie czynić cuda.

Kto pokocha Chrystusa potrafi, i to bez większego trudu, wykonać wszystkie postawione przez Niego wymagania. Rozum współpracując z kochającym sercem dostrzeże logikę miłości, która jest najwyższą formą matematyki, tą jedyną, jaką posługuje się sam Bóg.

W Ewangelii zastanawia jednak fakt, że tylko maleńki procent słuchaczy Jezusa był w Nim autentycznie zakochany. Z grona ponad pięciu tysięcy wielbicieli, po zapowiedzi ustanowienia Eucharystii, zostało przy Chrystusie zaledwie dwunastu, a więc niewiele ponad 0,2 procent. Nad tą liczbą trzeba się dobrze zastanowić, i to z dwu racji. Po pierwsze mówi ona o tym, jak trudno nam przyjąć logikę miłości. Eucharystia jest ustawicznym wezwaniem do przyjęcia logiki miłości. Ciągle jednak procent przyjmujących ją jest mały. Nawet wielu spośród tych, którzy komunikują, w życiu codziennym nie jest w stanie zamienić wyrachowania na gest bezinteresownej miłości. Najważniejsze jest jednak to, że naszą słabością nie jest zaskoczony Chrystus. Pyta Apostołów: „Czy i wy chcecie odejść?”. I tu dotykamy drugiej racji, dla której trzeba dobrze rozważyć to ewangeliczne wydarzenie. Logika miłości nie liczy na tłumy. To w naszym ziemskim myśleniu tłumy coś znaczą. W miłości zaś liczy się konkretne serce. Jezusowi wystarczyło 0,2 procent Jego wielbicieli, by uczynić z nich fundament Kościoła.

Pierwszym znakiem przechodzenia od matematyki tego świata do logiki miłości jest umiejętność dostrzeżenia w tłumie serc otwartych na wielkie wartości. To na nich trzeba budować przyszłość. Chrystusa nikt nigdy nie poprawi. Skoro On zrezygnował z tłumów, a budował swe wielkie dzieło w gronie kilkunastu osób, to każdy, kto chce działać w duchu Ewangelii musi uczynić to samo. Tłumy żyją tryumfalizmem, a ten jest bardzo daleki od ducha Chrystusa.

Nie da się Ewangelii przełożyć na język doczesności, jak nie da się żadnym aparatem zmierzyć stopnia miłości. Chrześcijanin musi dokonać wyboru. Albo postawi na miłość i pozostanie w gronie uczniów Jezusa, a więc w tej przerażająco nikłej mniejszości (0,2 procent!), albo popłynie z wielkim tłumem (99,8 procent!), by budować świat dający się dokładnie obliczyć przy pomocy mamony. Z góry jednak wiadomo, że tłum nie jest zdolny stworzyć świata wolności i szczęścia. Wartości te są dla niego obce. W tym kontekście nie dziwią słowa Jezusa: „Wielu wezwanych, a mało wybranych”.

Ks. Edward Staniek

„Mężowie, miłujcie żony”

Św. Paweł w Liście do Efezjan pragnie wezwać adresatów do współpracy z Chrystusem w dziele budowania jedności między ludźmi. Odwołuje się w tym wezwaniu do szczególnej troski o jedność małżonków. Kto lepiej zna dzieje rozdarcia w ludzkiej rodzinie łatwo dostrzeże, iż najgłębiej ono sięga, gdy dotyczy jednego z czterech kamieni węgielnych rodzinnego domu: miłości wzajemnej małżonków, miłości rodziców do dzieci, dzieci do rodziców i miłości braterskiej rodzeństwa.

Paweł w Liście do Efezjan wskazał wszystkie te kamienie węgielne, szczególnie akcentując wzajemne odniesienie męża do żony. Odpowiedzialność za jedność i miłość w małżeństwie składa on w ręce męża. Przypomina mu, że winien miłować żonę jak własne ciało. Troska o tę miłość to troska o jego własne dobro. „Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje”.

Paweł nie mówi o tym wprost, ale ma na uwadze pierwszy dramat rozbicia jaki miał miejsce na ziemi, dramat grzechu rajskiego, który podzielił małżonków. Najczęściej mówiąc o skutkach grzechu Adama i Ewy akcentuje się ich nieposłuszeństwo wobec Boga i utratę szczęścia rajskiego a wraz z nim nieśmiertelności. Trzeba uważnie odczytać wyroki jakie Bóg ogłasza nad uczestnikami tego dramatu — szatanem /wężem/, Adamem i Ewą. W ich świetle dopiero po grzechu Ewa zostaje podporządkowana Adamowi. Traci więc prawa przyjaciela. Rozdarcie staje się bolesne dla męża i żony.

To rozdarcie, ten brak wzajemnej miłości dostrzegamy jak w zwierciadle, w rozdarciu jakie istnieje w synach Adama i Ewy tzn. między Kainem i Ablem. Oto konsekwencje braku jedności w małżeństwie.

Trzeba dodatkowego wsparcia łaską Boga, by brak miłości małżeńskiej nie rzutował na wychowanie dzieci. Trudno bowiem, by te uczyły się miłości tylko w oparciu o przykazania i upomnienie. Przykład miłości małżonków modeluje miłość dzieci do rodziców i rodzeństwa między sobą.

Apostoł Narodów przypomina chrześcijańskim małżonkom prawo jedności ustanowione przez Stwórcę jeszcze przed grzechem: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją i będą dwoje jednym ciałem”. W oparciu o łaskę wiary można przezwyciężyć proces rozpadu. W sakramentalnym małżeństwie żona odzyskuje prawo przyjaciela przy boku męża. Dokonuje się to dzięki prawdziwej miłości.

Wszyscy powołani do małżeństwa, decydując się na budowę domu, w którym pragną wychować nowe pokolenie, winni przemyśleć głęboko wagę owych czterech kamieni węgielnych, stanowiących o szczęściu rodziny i o wychowaniu mądrych dzieci. Cały natomiast Kościół winien nie tylko stać na straży tych kamieni, lecz podjąć wielkie starania, by pomóc małżonkom w przezwyciężaniu wszystkich kryzysów ich jedności, bo od niej zależy niezwykle wiele. Jest to zawsze ratowanie jednego z domów, którym grozi ruina. Budowa nowych domów, z części już istniejących, jest zawsze połączona ze łzami i cierpieniem.

W tym kontekście trzeba postawić konkretne pytania: Kto ma uczyć mężczyzn szacunku dla kobiety i kto ma uczyć kobiety szacunku do mężczyzny? Ten szacunek jest istotnym elementem ich wzajemnej miłości w małżeństwie. Odbudowa jedności małżeńskiej w skali chrześcijaństwa, a jest to blisko jedna piąta ludzkości, to niezwykle ważne zadanie. Tą drogą można promieniować na inne ludy, najprościej i najskuteczniej, objawiając światu Chrystusa. Przykazanie miłości wzajemnej, ogłoszone w Wieczerniku, w chrześcijaństwie jest najczęściej realizowane w sakramentalnym małżeństwie.

Ks. Edward Staniek

„Panie, Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli” (J 6, 68-69)

Wybór Boga i wierność względem Niego są dzisiaj tematem pierwszego i trzeciego czytania.

Kiedy naród żydowski przeszedł przez Jordan i miał wejść do ziemi obiecanej, Jozue postawił przed nim dylemat: albo zbratać się z bałwochwalcami, albo wybrać Pana (Joz 24, 1-2a. 15-18).Innymi słowy: albo Bóg, albo bóstwa. Odpowiedź jest jednomyślna: „Dalekie jest to od nas, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć bóstwom obcym!… My chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem” (tamże 16. 18). Niestety, w praktyce jak to już miało miejsce w przeszłości, Izrael nie przestanie wahać się między wiernością Bogu a bałwochwalstwem. Teoretycznie mówiąc, wybór został dokonany: naród uznaje, że tylko Pan jest jego Bogiem, i jeśli później wielu, a nawet większość, sprzeniewierzy się, pozostanie zawsze „reszta”, która wytrwa w wierności. Jest to upomnienie wzywające do zastanowienia się, że nie wystarczy wybrać Boga jeden tylko raz w Życiu, lecz trzeba odnawiać każdego dnia własny wybór pamiętając, że nie można służyć Bogu i równocześnie zasadom świata, próżnościom jego i kaprysom, które właśnie są bożkami.

Na zakończenie długiego przemówienia o „chlebie Życia” (J 6, 61-70) również Jezus stawia swoich słuchaczy przed wyborem: albo iść za Nim przyjmując tajemnicę Jego Ciała i Krwi danych ludziom na pokarm, albo odejść od Niego. Nie tylko Żydzi zgorszyli się Jego słowami, także „wielu spośród Jego uczniów” szemrało: „trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (tamże 60). A Jezus, zamiast zmienić sposób mówienia, podkreśla konieczność wiary: „Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem” (tamże 63-64). Nie należy więc gorszyć się lub rozprawiać, trzeba wierzyć. Bez wiary, bez Ducha Świętego, który oświeca i ożywia, nawet tajemnica Ciała Chrystusowego może pozostać „ciałem”, które nic nie pomaga duchowi i nie daje życia. Bez wiary człowiek może słyszeć Chrystusa mówiącego o ciele i krwi, może widzieć chleb i wino, lecz nie zrozumie wielkiej rzeczywistości ukrytej w tych słowach i w tych znakach. Nie należy zbyt pochopnie potępiać tych, którzy nie wierzą; trzeba raczej współczuć i modlić się, aby ludzie otwarli się na dar wiary, jakiego Bóg hojnie udziela, i nie odrzucali go stawiając ponad niego swoje krótkowzroczne, czysto przyrodzone rozumowania. Z powodu tego odrzucenia „wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (tamże 66). Zadziwiające, że Pan nie czyni nic, aby ich zatrzymać, lecz zwracając się do Dwunastu pyta: „Czyż i wy chcecie odejść?” (tamże 67). Tajemnica Chrystusa jest jedna i niepodzielna: albo się ją przyjmuje całkowicie, albo odrzucając jej jeden szczegół, zaprzecza się wszystkiemu. Ani współczucie dla niewierzących, ani pragnienie pociągnięcia braci oddalonych nie może usprawiedliwić pomniejszenia tego, co Jezus powiedział w odniesieniu do Eucharystii. Nikt więcej niż On nie umiłował ludzi i nie pragnął ich zbawienia; jednak wolał stracić „wielu” uczniów raczej, niż złagodzić chociażby jedno ze swoich słów. Kto wybrał Chrystusa, może tylko odpowiedzieć jak Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (tamże 68-69). Trzeba w duchu bojaźni pamiętać, że Judasz oderwał się od Mistrza właśnie przy tej sposobności; zapowiedz Eucharystii stała się punktem porównania prawdziwości wyboru Chrystusa nie tylko ze strony ludu, lecz także uczniów i Apostołów. W taki sposób wiara będzie trwała poprzez wieki, odróżniając prawdziwych uczniów Chrystusa.

  • Boże, Ty jednoczysz w dążeniu do Ciebie serca Twoich wiernych, daj swojemu ludowi miłować to, co nakazujesz, dążyć do tego, co obiecujesz, abyśmy wśród zmienności świata tam wznieśli nasze serca, gdzie są prawdziwe radości (Mszał Polski: kolekta).
  • Przez wiarę, o Panie, łączymy się z Tobą, pojmowanie zaś ożywia nas. Spraw, abyśmy pierwej wiarą się łączyli z Tobą, by przez nią pojmowanie się ożywiło. Kto się nie łączy z Tobą, sprzeciwia się Tobie; kto zaś sprzeciwia się Tobie, nie wierzy. Czy ten, kto nie wierzy, może być ożywiony? Odwraca się on od promieni światła, które powinno go przeniknąć; nie odwraca od Niego oczu, lecz umysł dlań zamyka… Spraw, o Panie, abym wierzył i ducha otworzył; niechaj otworzę, a będę oświecony.
    Do kogo pójdziemy, jeżeli odstąpimy od Ciebie? „Ty masz słowa życia wiecznego”… Dajesz nam życie wieczne udzielając nam Ciała i Krwi Twojej. „A myśmy uwierzyli i poznali…” Uwierzyliśmy i poznaliśmy; gdybyśmy bowiem pierwej poznali, a potem chcieli uwierzyć, nie moglibyśmy mieć ani poznania, ani wiary. A w co uwierzyliśmy i co poznaliśmy? To, „żeś Ty jest Chrystus Syn Boga”, czyli iż Ty jesteś życiem wiecznym i że w Twym Ciele i Krwi dajesz to, czym Ty jesteś (św. Augustyn).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 100

Święta Róża z Limy, dziewica

Święta RóżaIzabela Flores urodziła się w Limie, stolicy Peru, 20 kwietnia 1586 r. Tam też przeżyła całe swoje życie. Ze względu na jej nadzwyczaj delikatną cerę nazywano ją Różą. Dość wcześnie przyjęła I Komunię świętą i sakrament bierzmowania z rąk biskupa Limy, św. Turybiusza.
Od młodości odznaczała się głęboką wiarą i pobożnością. Sprzyjała temu atmosfera w domu; rodzice, Gaspar Flores i Maria Oliva, dbali o jej wykształcenie, wygląd i ogładę. Róża była dumą i radością rodziców, pełna miłości i posłuszeństwa. Jako dziecko złożyła Bogu ślub dozgonnej czystości.

Święta RóżaRodzice za wszelką cenę chcieli ją wydać za bogatego człowieka. Róża jednak dość wcześnie postanowiła, że będzie starała się całkowicie przypodobać Chrystusowi i dlatego przygotowywała się do życia pełnego wyrzeczeń i medytacyjnej modlitwy. Dlatego też zdecydowanie odmawiała zgody na ślub, przez co wiele wycierpiała – zwłaszcza od matki, która ją prosiła, błagała, groziła, a nawet maltretowała. Róża ofiarowała te cierpienia Chrystusowi.
W dwudziestym roku życia wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Dominika. Jako tercjarka nadal pozostawała w domu rodzinnym, zajmując osobny domek z ogródkiem. Zwiększyła swoje posty i umartwienia, modlitwy, czuwania, surowe pokuty i wyrzeczenia. Wielu zaczęło ją uważać za nienormalną. Była pogardzana. Bóg obdarzał ją jednak nowymi łaskami, głównie darem modlitwy.

Święta RóżaRóża żyła niezwykle surowo. Przez cały Wielki Post nie jadła nawet chleba, lecz – jak przekazała tradycja – dziennie jadła tylko pięć pestek cytryny. Znosiła wiele cierpień i prześladowań złego ducha, różne choroby, obelgi i oszczerstwa ze strony otoczenia. Dotykał ją często bezwład członków, omdlenia, ataki słabości. Ona jednak błagała o miłosierdzie Boga dla grzeszników i łaskę przebaczenia.
Za patronkę swoich dążeń do świętości obrała sobie św. Katarzynę Sieneńską, również dominikańską tercjarkę. Zgłębiała tajemnicę jej życia i świętości, na niej wzorowała swoją miłość. Róża w swym życiu wiele wycierpiała. Przeżyła śmierć rodziców, samotność, opuszczenie, oschłości i najrozmaitsze doświadczenia wewnętrzne. To wszystko mocno nadwerężało jej siły.

Święta RóżaPraktykowała najrozmaitsze pokuty i umartwienia. W nagrodę za takie życie cieszyła się poufnym przestawaniem ze swoim Aniołem Stróżem i Matką Bożą. Przez piętnaście lat doświadczała zupełnego opuszczenia. Nie odczuwała żadnego pociągu do modlitwy, żadnej pociechy ani poczucia bliskości Boga. Dzień i noc prześladowały ją myśli, że Bóg ją odrzucił. Wówczas dopiero doszła do kontemplacji i mistycznego zjednoczenia z Chrystusem. Odtąd żyła jeszcze bardziej dla Niego.
Ostatnie trzy lata życia spędziła u małżonków Gonzaleza della Maza i Marii Uzategui, którzy darzyli ją pełną miłością. W ich domu zmarła w wieku 31 lat, 24 sierpnia 1617 r., w dniu, który przepowiedziała. Sława jej świętości była tak wielka, że dominikanie pochowali jej ciało najpierw w krużganku klasztornym, a w dwa lata potem – w swoim kościele w Limie w kaplicy św. Katarzyny ze Sieny. Wraz z jej ciałem zamknięto niektóre jej pisma i próby rysunku. W 1923 roku odnaleziono je.
Papież Klemens IX dokonał beatyfikacji Róży w 1668 roku i ogłosił ją patronką Ameryki, a w roku 1670 także patronką Filipin i Antyli. W trzy lata po beatyfikacji nastąpiła jej kanonizacja, której dokonał papież Klemens X w 1671 roku.

W ikonografii św. Róża przedstawiana jest jako młoda dominikanka w habicie. Atrybuty: Dziecię Jezus w ramionach, korona z cierni, kotwica, krzyż, róża, wianek z róż; wiązanka róż, z których wychyla się Dziecię Jezus.

Zobacz także:

•  Błogosławiony Bernard z Offidy, zakonnik
•  Błogosławiony Władysław Findysz, prezbiter i męczennik
•  Święty Filip Benicjusz, prezbiter

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s